iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Opowiastka o najokropniejszym prezencie na świecie (część 2)

Tej nocy dziewczyna nie spała. O zawartości pudełka przemyśleń miała wiele. Okrutnie z niej zadrwiono, gdy pustkę jej. Łkała w poduszkę panna aż zasnęła wycięczona. We śnie jej się wydało, że ta pustka to ona. I wtedy pomyślała, że tę pustkę wypełnić by chciała. Zwróciła prezent dnia następnego na poste restante nadawcy, który odnalazła w rogu pakunku.


Krąg życzliwych przyjaciół niósł paczkę z poczty w milczeniu. Ciążyła im ona bowiem na sumieniu.  O kamień się przewrócili i paczkę z rąk wypuścili.  Tu czyhała niespodzianka wielka, wysypały się zdjęcia z pudełka. A zdjęć tych było niemało a na każdym uśmiech dziewczyny. Bo ona już pojęła, że najgorsze prezenty na świecie zdarzają się wtedy, gdy ich intencji nie pojmiecie.

 

Komentarze (0)
Opowiastka o najokropniejszym prezencie na świecie (część 1)

Dawno temu  za dwoma pagórkami, za  siedmioma rzekami żyło sobie dziewczę, które zawsze było naburmuszone. Narzekała ta panna od zmierzchu do świtu i ni żaden człowiek, ni gest, nie rzecz żadna zachwytu w niej nie mogło obudzić.

Mimo trudnego charakteru, miała wokół siebie wielu życzliwych ludzi. Marzyli oni skrycie, żeby udało im się zmienić jej posępne spojrzenie na świat. Wkrótce z ich rozmów  wyrosła idea, aby dziewczęciu sprawić prezent taki, co serce odmienia. Długo nad nim się głowili aż wymyślili. Zapakowali w pudełko nowe  i podsunęli pod drzwi. Załączyli bilecik treści następującej: Ten prezent jest kwintesencją Ciebie, bardziej pasującego nie znajdziesz ani na ziemi, ani w niebie. Z pozdrowieniami: Krąg Przyjaciół Oddanych.

Panna znalazła prezent rano na swym progu. Zaintrygowana podniosła wieko śpieszne. Zerknęła do wnętrza ciekawa, zamknęła wieko i podniosła z niedowierzaniem raz jeszcze. Bo w jej mniemaniu, chyba  przytakniecie, dostała najokropniejszy prezent na świecie – puste pudełko.

Komentarze (2)
Bieg przez wyprzedaże!

W ten mroźny zimowy wieczór nie zamierzam jednak  was raczyć długimi opowieściami. Zamiast tego pokażę Wam co udało mi się upolować w trakcie weekendowych zimowych wyprzedaży.


Uniwersalny, czarny żakiet Reserved przeceniony ze 150 na 79 zł.  Ma modny,  szalowy kołnierz i krój, który sprytnie tworzy wrażenie objętości na pupie, więc nie będę potrzebowała w najbliższym czasie silikonowych implantów pośladków;) Myślę, że będzie ciekawie wyglądał z minisukienką lub jeansami i nowym nabytkiem w postaci T-shirtu Diverse. Biała, prosta  koszulka z florystycznym wzorem na piersi będzie w sam raz na lato - za jedyne 29 zł.


 

Skusiłam się także na przesłodkie figi z kokardkami z Reserved za 5 zł ja znalazł  na Walentynki i mniej frywolny zapas bielizny tej samej marki. W moim mniemaniu bielizny nigdy nie ma się za dużo!


A na koniec torebka w stylu Chanel z upustem 20 % od ceny wyjściowej. Zgadujcie jeśli chcecie skąd – podpowiem jedynie, że torebka ma dwuletnią gwarancję  i poza brakiem loga Chanel ma wszystkie zalety oryginału.
Do tego zestawu powinnam dołączyć jeszcze ciepłą, wełnianą czapę z C&A za 30 zł ale obecnie jest w użyciu i nie chce mi się biec do przedpokoju, żeby ją sfotografować. Niemniej bardzo się przydaje przy obecnych mrozach. I tak zamknęłam mój budżet ciuchowych wydatków na ten miesiąc.


Wiem, wiem mam słabą silną wolę…

Komentarze (0)
Szczęśliwe przypadki

Pewne sekwencje cyfr powtarzają się w moim życiu w zastanawiający sposób.  6 i 9, związane pierwotnie z moją datą urodzenia, dają osobie znać w co ważniejszych, szczęśliwych momentach. Dużo by o tym pisać… Dość powiedzieć, że w 2006 i 2009 roku działo się więcej niż w innych latach, które pamiętam.
Wczoraj - 26 stycznia znowu powtórzyła się ta sekwencja charakterystycznych cyferek. Dotarły do mnie wyniki egzaminu CAE (Certificate In Advanced English). Obawiałam się nieco jak wypadnę, gdyż trudno mi było wygospodarować wystarczającą ilość czasu na naukę.  Ponadto zrezygnowałam (w ramach oszczędności) z uczestniczenia w drugiej części kursu przygotowującego. Zależało mi jednak bardzo, żeby zdać a 560 zł, które uiściłam w ramach opłaty za egzamin nie przepadło. I choć żywiłam tylko nieśmiałe nadzieje, że zdam to przedsięwzięcie uwieńczył SUCES!
 Grunt to nie poddawać się i próbować mimo niewielkich nawet szans na powodzenie. Znowu objawiła się magiczna 6 i 9 zarówno w liczbie punktów, które otrzymałam jak i szczęśliwej dacie. A może ja sama zwracam większą uwagę na te domniemanie szczególne dla mnie cyfry i dlatego wydaje mi się, że za mną podążają?
Czy Wy też macie liczby, które zdają się towarzyszyć wam w ważnych chwilach życia?

Komentarze (0)